Zdefiniowani poprzez… atrakcyjność?

0
43
miedzykobietami.pl

Atrakcyjność seksualna to bez wątpienia jeden z tych tematów, o które można spierać się w nieskończoność. Bardzo często mamy w głowie obraz naszego idealnego partnera, który jest wyposażony we wszystkie cechy, jakie łączymy z atrakcyjnością. Często jednak potem zakochujemy się w osobie, która nijak ma się do tego wyimaginowanego obrazu.

Banał? Zapewne. Ale przecież z pewnością każdy z nas tego banału doświadczył.

Czy więc w ogóle istnieje coś takiego jak jedna, możliwa do określenia atrakcyjność? A może istnieją tylko poszczególne, ściśle indywidualne atrakcyjności, czyli po prostu nasze jak najbardziej indywidualne gusta?

Współczesna psychologia często zajmuje się tą kwestią dostarczając nam kolejnych informacji, niekiedy dość kuriozalnych. Często traktujemy tego rodzaju badania jako nieomal „wiedzę objawioną”. Czy słusznie? Mam w tej kwestii pewne wątpliwości, które postaram się rozjaśnić w dalszych partiach tekstu.

Czy jednak – z drugiej strony – oznacza to, że wszelkie rezultaty badań podejmowanych przez psychologię eksperymentalną należy z miejsca wyrzucić do kosza? W żadnym wypadku. Pamiętajmy po prostu, że rzeczywistość może być bardziej złożona i wieloznaczna, niż jakiekolwiek jej naukowe modele teoretyczne.

Czym jest atrakcyjność?

1.      Wygląd

Zacznijmy od tego, co nie jest najbardziej istotne jednak z pewnością również jako pierwsze rzuca się nam w oczy. Wygląd, aparycja, powierzchowność, obojętnie jak to nazwiemy: z definicji widzimy właśnie ten aspekt jako pierwszy (chociaż i tutaj zdarzają się wyjątki, które postaram się przeanalizować).

Według oficjalnej wersji kobiety gustują w mężczyznach o wzroście co najmniej 180 cm, proporcjonalnej budowie ciała oraz harmonijnych rysach twarzy. W przypadku mężczyzn sprawa jest już nieco bardziej skomplikowana, ponieważ z jednej strony mamy stereotyp długonogiej, wyjątkowo szczupłej modelki, zaś z drugiej strony ideał kobiecej urody opisywany w takich kategoriach, jak wyraźnie zaznaczone biodra, pełne piersi itd.

Niezależnie jednak od tego, jaki „oficjalny” wzorzec męskiej lub kobiecej urody uznamy za słuszny. Pamiętajmy o istotnej różnicy pomiędzy obrazkiem a kontaktem z realną osobą. Kapitalnie w swojej powieści pisał o tym Jerzy Pilch:

„Miasto Utrapienia”

„Fotografie dziewczyn z „Playboya”, w ogóle wszystkie tego rodzaju fotografie nigdy mnie, nawiasem mówiąc, specjalnie nie ruszały, w przeciwieństwie do niektórych moich – powiedzmy – przodków nigdy nie marzyłem, by z tych barwnych i lśniących stronic zstąpiła do mnie jakaś wyglansowana, wyretuszowana i komputerowo poprawiona piękność. Pewnie, że miłe to były dziewczyny, ale ich urok był, powiedziałbym, pocztówkowy. Konstancja, która oczywiście zaliczyła w swojej biografii liczne gołe pozowania (choćby w nocnym pociągu Bóg wie komu) miała w sobie wiele takiego uroku, była zachwycająca, była prawie wycięta z „Playboya”, toteż w sumie nic dziwnego, że z niczego niewycięta, a wydzielająca pot i ślinę, ze zmierzwionymi włosami i przygaszoną przez nikotynę cerą Pietia przebijała ją lekko. Pietia przebijała wszystko, mnie najbardziej.

Patrzyłem na brązowawą plamkę nad mostkiem Pietii, na trzy wyraźne i liczne pomniejsze zmarszczki na szyi, na jej nierówne i nie całkiem olśniewająco białe zęby, na podkrążone oczy, na umiarkowanie starannie wydepilowane łydki i dławiłem się z zachwytu. We wszystkich nierównościach jej skóry odkrywałem nieujarzmione, bo połączone z prawdą piękno, jej zapach, jej pot, jej krew były ponad wszelkimi punktacjami. Po raz pierwszy w życiu przychodziła mi do głowy myśl, że panienka naprawdę ciekawa jest tylko wtedy, kiedy nie maskuje swej niedoskonałości, kiedy widać, jak niestrudzenie pracuje jej fizjologia, jak zwierzęcym i jak biologicznym jest stworzeniem. Wtedy prawda łączy się z pięknem, a ponieważ to jest intensywne połączenie, dziewczyna wtedy też jest intensywna”.

O czym dokładnie mówi tutaj Pilch? O tym, o czym zapomina wiele kobiet, żywiących kompleksy z powodu takich lub innych „niedoskonałości”. W czym tkwi błąd? Nie dostrzegamy, że owe niedoskonałości mogą nie mieć żadnego znaczenia i najczęściej po prostu go nie mają. Realna osoba to nie to samo, co fotografia, a życie nie jest tym samym, co produkty naszej imaginacji.

Czy to uproszczenie? Pewnie, że tak. Nie łudźmy się jednak, że jesteśmy całkowicie wolni od tego, co pozostawiły nam w spadku tysiące lat ewolucji naszego gatunku. Pytanie brzmi tylko: na ile to właśnie uwarunkowania biologiczne determinują nasze postrzeganie atrakcyjności, a na ile jest to kwestia indywidualna?

2.      Intelekt a atrakcyjność

Dość modny jest obecnie termin „sapioseksualizm”, który w dużym skrócie oznacza, iż głównym wyznacznikiem atrakcyjności seksualnej drugiej osoby jest inteligencja.

Co jednak w tym wypadku rozumiemy przez inteligencję? Czy mamy na myśli oczytanie czy też rzeczywistą głębię oraz bogactwo naszego wewnętrznego uniwersum, którego istotną częścią są oczywiście również lektury?

Wydaje się, że zahaczamy tutaj o nieco inny, lecz naprawdę istotny temat, a mianowicie: czy traktujemy intelekt, jako pewien rys naszej osoby. Mający czynić nas bardziej atrakcyjnymi, czy też inteligencja stanowi integralną część naszego Ja? W tym pierwszym przypadku mamy do czynienia z pewnego rodzaju pozą, autokreacją, która przeważnie prędko się rozwiewa. Druga sytuacja to już intelekt jak najbardziej rzeczywisty, co jednak pociąga za sobą określone konsekwencje. Umówmy się: ktoś naprawdę przeżywający swoją wiedzę, może być osobą wysoce skomplikowaną. To z kolei często może raczej odstraszać, niż zachęcać.

Czy więc bardziej rozległy intelekt równa się większa atrakcyjność? Chyba wszystko zależy tutaj od celu naszych poszukiwań. Jeżeli myślimy w takich kategoriach jak „rynek matrymonialny” i zależy nam po prostu na znalezieniu produktu spełniającego wcześniej przyjęte oczekiwania, nadmiernie skomplikowane wnętrze naszego wybranka najpewniej będzie stanowić mankament. Jeśli jednak marzy nam się połączenie dusz i do pewnego stopnia wierzymy w jungowską teorię dopełnienia się wzajemnego… cóż, wtedy wszystko najpewniej ujawni się „w praniu”.

 

3.      Czar osobisty

Tego elementu nie sposób wręcz pominąć, jednak jednocześnie chyba nie sposób go także zdefiniować. Każdy mężczyzna wie, że niektóre kobiety mają w sobie po prostu pewien rodzaj wdzięku, który działa na zmysły o wiele mocniej, niż wygląd. Atrakcyjne kobiety to nie zawsze kobiety szczególnie ładne. Uśmiech, gesty, mimika, ton głosu, sposób bycia – to wszystko może działać znacznie mocniej, niż sam wygląd.

Na ile jednak zakochujemy się właśnie pod wpływem wdzięku drugiej osoby? Wdzięk z pewnością zawsze wywiera na nas wpływ, czasami może jednak nie skrywać niczego prawdziwie istotnego. Tak czy inaczej, „czar osobisty” to pozycja nr 3 w tym rankingu cech, które składają się na tzw. atrakcyjność.

Atrakcyjność: czym w końcu jest?

Gdybyśmy mieli sformułować definicję atrakcyjności pewnie skończyłoby się na słowach typu „zestaw cech określający sposób, w jaki jesteśmy odbierani przez osoby płci przeciwnej” lub coś w tym stylu. Chyba jednak musimy powrócić do tego, co starałam się zasygnalizować już na początku, a więc zastąpić słowo „atrakcyjność” poszczególnymi „atrakcyjnościami”.

Co jednak z pytaniem pt. jak być bardziej atrakcyjnym? Bez wątpienia, zarówno wygląd, jak też styl bycia i czar osobisty mogą być do pewnego stopnia wystudiowane. Pytanie brzmi jednak: co tak naprawdę możemy zyskać traktując samych siebie jako coś w rodzaju produktu, który ma wykazywać możliwie jak najwięcej zalet? Oczywiście, zwiększamy w ten sposób nasze szanse na „rynku matrymonialnym”. Tylko czy samo uczestnictwo w owym rynku i postrzeganie relacji miłosnych w takich kategoriach ma jakikolwiek sens?

Nie oznacza to oczywiście, że chodzenie na siłownię, bieganie czy zwracanie uwagi na swój wygląd najlepiej sobie po prostu odpuścić. Pamiętajmy jednak, że nawet wzięte wszystkie razem, czynniki te nie powinny w całości opisywać nas, jako osoby. W końcu chodzi o to, abyśmy podobali się drugiej osobie będąc naprawdę sobą.

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments